PASTOR

Krzysztof Adamkowski

“Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”

Rocznik ’73. Urodzony w Lidzbarku. Wychował się w Działdowie. Ukończył Technikum Rolnicze w Gródkach. Następnie studiował w Seminarium Biblijnym w Warszawie Kościoła Ewangelicznych Chrześcijan. Ukończył także Korespondencyjne Studia Biblijne w Chrześcijańskim Instytucie Biblijnym w Warszawie oraz Wyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne w Warszawie, gdzie obronił pracę licencjacką na temat: "Wpływ duchowości lidera na duchowość kościoła na przykładzie osoby i służby Ap. Pawła." Obecnie kontynuuje studia w Chrześcijańskim Instytucie Biblijnym - Master of Arts in Practical Theology. 

 W latach 1996 - 1997 pracował w Kościele Ewangelicznych Chrześcijan w Hrubieszowie a w latach 1997 - 1999 w Kościele Zielonoświątkowym w Chełmie oraz prowadził tam audycje radiowe w regionalnym Radiu BON-TON, jak również trudnił się służbą więzienną. W 1999 założył kosciół "Społeczność Chrześcijańska w Wyszkowie," któremu przewodził do 2011 roku.

06 listopada 2011 został ordynowany na p.o. pastora w Kościele Chrystusowym w Ciechanowie.


Zainteresowania:  teologia, rozwój kościoła,  przywództwo, sport, akwarystyka, podróże, czytanie.

 

ŚWIADECTWO

 

Urodziłem się w przeciętnej polskiej rodzinie. Przy urodzeniu nie wiele brakowało a udusiłbym się przez komplikacje porodowe. Wczesne dzieciństwo spędziłem raczej z Babcią na wsi, ponieważ rodzice byli zajęci pracą zawodową. Jak to na wsi bywa, latałem całymi dniami z psami i kurami po podwórku. W efekcie takiego wychowania i zaniedbania, w wieku 4 lat zachorowałem na gruźlicę płuc. Ponad rok spędziłem w odosobnionym od rodziny sanatorium. Nie wiele z tego okresu pamiętam, ale atmosfera w sanatorium była ponura i przytłaczająca. Przez cały rok byłem faszerowany antybiotykami. Gdy wróciłem do domu nigdy już nie cieszyłem się takim zdrowiem i odpornością na przeziębienia, jak inne dzieci. Do dziś mam bardzo nadwyrężone gardło od kaszlu. Powracając do rodziny czułem, że nasze relacje gdzieś po drodze oziębły i często byłem gdzieś „z boku.” W wieku kilkunastu lat żyłem już w swoim własnym świecie, który był zamknięty dla innych. Z powodu oziębłych i zdystansowanych relacji rodzinnych ja również byłem zimny i nie umiałem okazać przyjaznych uczuć innym. Wyrastałem więc na zakompleksionego egoistę. Czułem się gorszy od innych a nawet myślałem, że chyba nie jestem do końca normalny. W wieku około 15 lat zacząłem interesować się Bogiem i kościołem. Chodziłem na oazę, chciałem być duchowy i podobać się Bogu. Dużo czytałem chrześcijańskich książek i zaczęło mnie interesować  wszystko, co związane z religią. Nie czułem się jednak szczęśliwy, bo ciągle czułem się odrzucony w rodzinie, w szkole i gdziekolwiek się pojawiłem. Przyglądając się swojemu życiu dochodziłem do wniosku, że w zasadzie nie ma ono najmniejszego sensu. Nie miałem przyjaciół, w domu czułem się niepotrzebny, może wręcz przeszkadzałem? Nie umiałem kochać ani nawiązać jakichś normalnych relacji z rówieśnikami. Z czasem zaczęły pojawiać się myśli samobójcze, nigdy jednak nie podjąłem poważnych prób zakończenia życia ponieważ gdzieś w sercu czułem, że samobójcy nie podobają się Bogu. W wieku lat 17 coraz bardziej byłem zaangażowany w życie lokalnego kościoła. Był okres, że chodziłem 31 razy na msze w miesiącu. Do tego pielgrzymki, odwiedzanie religijnych miejsc i coraz więcej literatury. Te praktyki nie pozbawiły mnie jednak pustki w sercu i poczucia bezsensowności życia. Będąc w Technikum Mechanicznym zrezygnowałem z nauki by szybciej skończyć szkołę i pójść do jakiegoś klasztoru. Przeniosłem się więc do 3 letniej szkoły zawodowej. Gdy pojechałem do Niepokalanowa na rozmowę kwalifikacyjną, przełożony powiedział mi, że w klasztorze nie wszyscy są tacy święci jak się przypuszcza i jak to jest opisane w książkach. Po tej rozmowie porzuciłem zamiar pójścia do klasztoru. Kiedy miałem 18 lat i kończyłem Szkołę Zawodową do mojego miasta przyjechała misja namiotowa o nazwie „Biblia pod Namiotem.” Zupełnie nie wiedziałem co to jest, ale poszedłem na pierwsze spotkanie. Gdy było wezwanie o przyjęcie Jezusa, oczywiście wyszedłem do przodu. Robiłem to przez siedem kolejnych wieczorów – przyjmowałem Jezusa do swego serca, a gdy wracałem do domu powtarzałem tę modlitwę jeszcze raz. Nagle coś zaczęło mieć sens. Spotkałem ludzi, którzy wyglądali na szczerze szczęśliwych. Nie musiałem bać się pójścia do piekła, a była to kwestia, która przez lata nie dawała mi spokoju. Już w pierwszych dniach poczułem zmianę w swoim sercu, nastawieniu do innych, do rodziców. Czułem się szczęśliwy, że w końcu znalazł się Ktoś, kto mnie akceptuje i kocha takim, jakim jestem. Zacząłem czytać Biblię i rozumieć ją. Po mniej więcej pół roku trafiłem do społeczności ludzi wierzących 50 km od mojego miasta (Społeczność Chrześcijańska w Ciechanowie). Od tego czasu zaczął się w moim życiu duchowym szybki wzrost. Znów poczułem chęć do nauki. Skończyłem Technikum Rolnicze, zdałem maturę (z mojej klasy zdawało 19 osób a zdały dwie, w tym ja). Po pewnym czasie, organizując ewangelizację w swoim rodzinnym mieście poznałem swoją obecną Żonę Dorotę. Razem wyjechaliśmy do Warszawy, gdzie podjęliśmy naukę w Seminarium Biblijnym. Po skończeniu seminarium zaczęliśmy służbę w kościele, co ma miejsce do dziś.

Jestem wdzięczny Bogu za zbawienie, za przebaczenie i za to, że jest moim Ojcem, który mnie kocha, akceptuje, od którego mogę się uczyć właściwych relacji i tego jak kochać innych. Dziękuję Bogu za moją Żonę, dwoje dzieci naszych i tych, dla których od 2004 roku jesteśmy rodziną zastępczą. Dziękuję Bogu również  za Społeczność Chrześcijańską w Ciechanowie. Tu byłem ochrzczony, tu był nasz ślub. Służba pastorska w tej społeczności  to dla mnie wielkie wyzwanie, które podejmuję jako Boży plan dla życia mojego i naszej rodziny.  


kontakt: 501 444 602